Gorące lato zaowocowało. Oto historia, która wydarzyła się w lipcu tego roku. Opowieść dająca wiele do myślenia tym wszystkim, którzy w życiowym pędzie poszukują wytchnienia.
Jechałem samochodem przez Koszalin na tylnej szybie jest napis KĄPIEL W GONGU i MÓJ NUMER TEL. Telefon w tej chwili zadzwonił i jadący za mną Panowie zapragnęli własnie kapieli w gongu na cito. Po zatrzymaniu się rozmowa potoczyła się w taki sposob, że jeszcze tego samego dnia spotkaliśmy się w większym gronie nad morzem. Cel spotkania to uczta smakowa i duchowa czyli przygotowanie i delektowanie się potrawami wegetariańskimi. Całośc zakończona została okraszona kapielą w dźwiekach gongów przy ognisku. Ale najpierw moje wrażenia co do wrażeń podniebienia. Nazw potraw nie powtórze tak jak niepowtarzalne były potrawy. Bazą do przygotowania są owoce, warzywa, mąka, olej i duża ilość przypraw. Według opowieści Marka Marczuka, który od 15 lat mieszka w Indiach i zajmuje się ajuwerdyskim uzdrawianiem proporcje oraz ilość przypraw są sprawą drugorzedną. Prawdziwy kucharz ajuwerdyjski nie próbuje swoich potraw w trakcie gotowania. Intuicja popowiada mu czy potawa jest gotowa do spożycia i że jest smaczna. W myśl powiedzenia JESTEŚ TYM CO JESZ. Gotowanie to nie tylko produkty użyte do potraw ale również sposob ich przygotowania. Marek w Indiach zajmuje się niesieniem pomocy najuboższym ludziom. Pomoc ta to gotowanie potraw ajuwerdyskich dla wielu tysięcy ludzi. W rejonie Indii gdzie mieszka Marek odwiedza wsie w, których rozstawione są patelnie mieszczące nawet 1000 kg produktów. Marek wraz ze swoimi pomocnikami przygotowuje potrawy nawet dla 2000-3000 ludzi dziennie. Środki na zakup produktów zdobywa prowadząc wykłady w Europie Zachodniej na temat Medycyny Ajuwerdyjskiej. Ujmująco prosty sposób bycia przejawia się w każdym geście tego CZŁOWIEKA.
Refleksja być czy mieć? pojawia się u mnie za każdym razem kiedy przeglądam zdjęcia z tej Uczty. Zderzenie dwóch światów nakłania do refleksji. Choć sam dzięki swojej przygodzie z gongami poznałem naturę Bliskości z przygodnie spotkanymi ludzmi, to wdzięczny jestem za to, że mogłem poznać Marka, Tomka, Andrzeja i pozostałe osoby uczestniczące w tym niecodziennym spotkaniu. Tajemnica duchowości, której wielu poszukuje tkwi w prostocie, otwartym SERCU I UMYŚLE. Uśmiechy widoczne na twarzach pokazują, że więcej radości w nas to więcej radości wokoł nas:)
Oto fotorelacja z naszego niespodziewanego spotkania.
Fot. Marek Czechowski